7.02.2009 - Dzień pożegnania

Rano przyjechał do Oomayki jej Przyjaciel, Roman z Dusseldorfu. Cały dzień "obwąchiwali się", poznawali, Oomayka była raczej nieufna. Bawiła się z mamusią, broiła, biegała po ogrodzie, a wieczorem razem pojechaliśmy na dworzec autokarowy skąd wyjechali razem w daleką podróż do Dusseldorfu. Bardzo niepokoiliśmy się o to jak zniesie tę podróż, ale już wiem że niemal całą drogę przespała w klateczce, na mięciutkim kosmatym kocyku który może przypominał jej futerko mamy i rodzeństwa. Przed chwilą dowiedziałam się, że już biega po własnym podwórku i poznaje swój Nowy Dom, w którym czekano na nią od dawna jak na narodzenie dziecka - jej rodzina mówi o niej "córeczka"... Niech Ci tam będzie tak dobrze jak tylko malamut może sobie wymarzyć, mały misiaczku! Nie zapomnę nigdy jak wtulona we mnie czekałaś przed odjazdem na to co się dalej wydarzy...
 

   (4/24)